Karpacz - W drodze do Smogorniaka.

Często mieliśmy fajne imprezki w Smogorniaku koło Karpacza. W tamtych czasach dojeżdżaliśmy pociągiem relacji Jelenia Góra - Karpacz, a potem drałowało się do góry, bo przecież taki bilet z dołu kosztował około 1 butelka, a z bagażem, bo plecak najczęściej nim był to 1,5 butelki. Po dotarciu do Bierutowic (teraz
Karpacz Górny), wchodziliśmy do sklepu obok poczty i tam robiliśmy zakupy tego co najważniejsze. W tamtych czasach nie było łatwo kupić złocisty napój w puszce, więc kupowanie z butelkami było trochę drogie, ale kto wtedy nosił puste butelki zwrotne. Ciężar pełnych butelek do dzisiaj pamiętam. Kilka razy mieliśmy pecha. Bo gdy dotarliśmy do ostatniego sklepu, to okazywało się, że sklep był nieczynny, albo zabrakło złocistego napoju. W takiej sytuacji wracaliśmy czasem nawet do jamnika koło urzędu miasta. To były trudne decyzje. Bo jak można iść do Chatki bez dopalaczy ? W takich chwilach nawet gitara nie chciałaby grać. W Karpaczu fajnie było nawet chodzić do miejsc, które były dla ogółu znane, ale niedozwolone. Dlatego nie zawsze schodziliśmy, aż do jamnika.
Inne: