Karpacz - Wspomnienia z Karpacza

Mój pobyt w Karpaczu niedawno dobiegł końca. Nigdy jeszcze nie byłam w górach, dlatego nie spodziewałam się takiej ekspresji barw, takiego powietrza, takich widoków! Na początku zaskoczył mnie unoszący się w powietrzu zapach. Mieszkając całe życie w dużym mieście, nie wiedziałam jak pachnie las. Tymczasem parking, na którym zatrzymał się mój autobus znajdował się na samej końcu miasteczka, gdzie ostatnie budynki sąsiadują z lasem. Prawie od razu po przyjeździe ruszyłam na zwiedzanie Karpacza. Na początku zatrzymywałam się prawie przy każdym stoisku z niezwykłymi, jak dla mnie - mieszczucha - przedmiotami: góralskimi laskami, rzeźbami, skórzanymi dywanikami, koralami i całą masą przeróżnych pamiątek, które chciałoby się zabrać do domu. Szybko przywykłam do ich widoku, ponieważ znaleźć je można na stoiskach wzdłuż całej głównej ulicy wyznaczającej długość miejscowości. Karpacz przyciąga wielu miłośników turystyki górskiej i rowerowej w sezonie letnim, narciarzy i fanów snowboardu zimą, nie dziwi więc ilość proponowanych do zakupu gadżetów, które przypominać mają, po powrocie do domu, tą niezwykłą miejscowość.
Karpacz zachwycił mnie przede wszystkim Świątynią Wang - wiekowym, drewnianym kościółkiem, który nie przypomina żadnej znanej mi do tej pory świątyni. Niesamowitym przeżyciem była dla mnie wyprawa do Samotni - schroniska, położonego w malowniczej górskiej kotlinie, do którego, nawet nie wprawiony w marszu turysta, może dotrzeć w kilkadziesiąt minut, wychodząc z Karpacza. Żałuję, że moja wyprawa trwała tak krótki, zaledwie cztery dni. Wiem na pewno, że jeszcze nie raz przyjadę do Karpacza.
Inne: